Polak na Stadionach – wywiad

newspaper-główne

Niezwykle ciekawa rozmowa z groundhopperem Janem Długokęckim prowadzącym stronę Polak Na Stadionach. Sympatykiem podróży, Bałkanów ale przede wszystkim piłki nożnej. Nie pogardzi meczem na najwyższym poziomie w Champions League ani także 3 Bundesligą. Prywatnie także sympatykiem Górnika Zabrze.

 

Skąd u Ciebie takie zainteresowanie? W jakich okolicznościach zainteresowałeś się swoją pasją?

Mówimy o groundhoppingu, tak? Dla mnie to taki kolejny etap w fascynacji piłką nożną i naturalnym dodatkiem do mojej drugiej pasji czyli podróżowania.

Pierwszy mecz, na którym byłeś?

Górnik Zabrze – Odra Wodzisław, pamiętam jak dziś. Miałem może z 10-11 lat. Wtedy jeszcze nie było takiej mody na Górnika. Na meczach było po 2000-3000 tysiące kibiców. Górnik to mój klub i byłem z nim zawsze, gdy spadał z ligi, przy awansach i co było dla mnie oczywiste zrobiłem wszystko by być na pierwszym meczu w europejskich pucharach. Padło na Mołdawię.

Pierwszy mecz za granicą?

FC Barcelona – Valencia, była to wtedy niespodzianka od rodziców na mikołajki. Hattrick Thierry’ego Henry zrobił na mnie wtedy wrażenie. Mecz zakończył się wynikiem 4-0. Lepiej być nie mogło.

Na ilu kontynentach byłeś (jako groundhopper)?

W Europie, na Bliskim Wschodzie i w dalekiej Azji. Afryki jeszcze pod tym kątem nie udało się odwiedzić, ale jest to do nadrobienia jak najbardziej.

Czym różni się np. kibicowanie w Chinach czy w ZEA od europejskiego?

W Emiratach było bardzo specyficznie, ale nie wrzucę wszystkiego do jednego wora. Byłem na meczu ligowym i zapamiętałem z tego meczu dzicz. Wycie, ryki jakieś dziwne odgłosy kibiców. Teraz tak patrząc z perspektywy czasu było to takie obskurne miejsce. Dla kontrastu byłem też na meczu Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Stadion gdzieś na środku pustyni w Al Ain. Jak przyjechałem i zobaczyłem jak wielki to stadion myślałem, że ma pojemność tak ponad 30-40 tys, a to tylko taka konstrukcja. Fajnie było, po rozgrzewce show ze światłami i muzyką. Wszyscy ubrani w tradycyjne białe szaty i chusty na głowie. Tylko ja wyróżniałem się z tłumu. Wtedy też zostałem Ultrasem Al Ain. Chłopaki zrzucali oprawę na dolną trybunę, to uznałem, że im pomogę. Nawet coś tam porozstawiałem ich żeby to lepiej wyglądało. Co innego, to na pewno to, że są osobne sektory dla kobiet. Nawet fanki zespołu przyjezdnych z Arabii Saudyjskiej z Al Hilal miały wyznaczoną swoją strefę. Tylko to tam widziałem.


Chiny to inna bajka. Słuchając piosenek kibicowskich myślałem, że jestem w Italii czy Hiszpanii, bo wszystko było znajome. Bardzo przyjazny naród, uwielbiam ten kraj. Nie wierzcie w co Wam mówią w TV czy internecie. Jest specyficznie i to trzeba przeżyć, nie da się tego opowiedzieć. Z moim wzrostem i tak wyróżniałem się na tle lokalnej społeczności. Ludzie zdjęcia sobie robią z Tobą, a na stadionie to już w ogóle nie wiedzieli co się dzieje, że „biali” przyszli na mecz, ale wszystko tak pozytywnie i z uśmiechem. Kibice gości przyjechali na rowerach miejskich na stadion z dworca. To też trzeba powiedzieć, że tych rowerów są setki tysięcy na ulicach. Bardzo to popularne jest, ale też tanie. Godzina na takim rowerze to około 1 zł. Na meczu w Pekinie zdziwiło mnie to, że były 3 niezależne od siebie młyny kibiców. W sumie na zmianę kibicowali, ale nigdy razem nie zaśpiewali jednej piosenki. Też nie spotkałem się z tym wcześniej. Po meczu właśnie poszedłem do lokalnej chińskiej knajpki, a że nie było miejsca wolnego to kibice gości zaproponowali byśmy się przysiedli.

Jak często jeździsz na mecze? Z jakim wyprzedzeniem planujesz wyjazdy?

W poprzednich latach jeździłem więcej. Było mniej obowiązków, można było sobie na to pozwolić. Poprzedni rok był dla mnie bardzo ciężki więc praktycznie odpuściłem wyjazdy poświęcając czas na to co jest dla mnie najważniejsze czyli rodzinie, przyjaciołom i nauce. Dlatego też trochę się wycofałem z tego „sportu”. Nie brałem udziału w wyzwaniu 100 od PZPN, jako kibic, a jako sędzia, więc nie czuję się z tym dobrze jak miałbym to liczyć. Z takich pojedynczych przypadków to byłem na meczu pieczętującym awans do A-klasy Muchoboru Wrocław. Super atmosferę tam chłopaki robią. Może powinienem powiedzieć jak ja traktuję groundhopping. Meczów rozgrywanych w Polsce nie traktuję jakoś nad wyraz turystycznie, gdyż co weekend jestem w centrum tych wydarzeń. Co innego wyjazd do Czech czy Niemiec, to już tak. Akurat te wspomniane kierunki to zazwyczaj impuls i spontan. Jeśli już gdzieś wyjeżdżam to pierwsze co sprawdzam to rzeczywiście terminarz danych rozgrywek. Byłem też raz na meczu, który był tak ukryty, że na stronie związku i np. flashscorze go nie było. Chyba to 1/32 czy 1/16 pucharu Łotwy. Nie da się tego zaplanować. Jedyne co planuję z wyprzedzeniem to Derby Belgradu czy inne tego typu spotkania, ale warunek jest jeden. Tani lot na weekend, a czy to będzie wyprzedzenie 2-3 czy 8 miesięczne już nie ma znaczenia.

3 Bundesliga to Twoja ulubiona liga?

Mówiłem to kilka razy i dalej to podtrzymuję. Pewnie są lepsze rozgrywki jak FA Cup jednak do Niemiec mam w miarę blisko. Czy to Cottbus czy Aue klimat był i jest niesamowity. Wiesz, że Ci ludzie nie przyszli tam by oglądać mecz, tylko pobyć ze znajomymi i rodziną. Pokibicować swojemu klubowi. Piękna sprawa.

Ile krajów zwiedziłeś?

Około 40, a mecze oglądałem w jakoś 23, może coś pominąłem. Ale to będzie jakoś tak.

Preferujesz mecze TOP ligi czy niższe, okręgowe i dlaczego?

Tak, jak już gdzieś jadę to wolę obejrzeć coś teoretycznie na najwyższym poziomie, ale jak czasem nie ma z czego wybierać to oglądam co jest. Czy wspomniany Puchar Łotwy czy 1/32 Pucharu Estonii gdzieś w lesie pod Tallinem. W czasie wizyty w Londynie też pojechałem na sparing pomiędzy zespołami z 8 i 9 poziomu. Taki prawdziwy Sunday League w nieco innym wydaniu.

Czemu Bałkany (nawiązując do profilu Piłkarskie Bałkany)?

Kończę magisterium na serbistyce na Uniwersytecie Wrocławskim. Pochodzenia bałkańskiego nie mam, ale bardzo odpowiada mi ten klimat, podejście do życia. Studiując korzystałem z możliwości jakie daje mi uczelnia, dlatego byłem na wymianach i w Ljubljanie i Tuzli. Słowenia najbardziej przypadła mi go gustu. Moje miejsce na ziemi, a Tuzla to było zderzenie z bałkańską codzienną rzeczywistością. We wszystkim jednak szukam plusów i np. akademik miałem naprzeciwko stadionu Slobody. Także czy pobiegać czy na mecze przechodziłem przez ulicę i gotowe. Trochę tam pobyłem. Poznałem ludzi, którzy byli w Sarajevie podczas oblężenia oraz i tych, którzy ostrzeliwali Sarajevo. Lekcja historii jakiej w żadnej szkole nie dostaniecie. Na Bałkanach są pełni energii, pełni radości i ambicji. To jednak jedna strona medalu, druga to historia jeszcze bardzo żywa siedząca w tych ludziach. Trzeba też ich podziwiać, bo każdy niesie w sobie tak niesamowite i straszne doświadczenia, że podziwiam ich że „normalnie” funkcjonują.

A cały projekt Piłkarskie Bałkany to nie jest mój pomysł. Można powiedzieć, że reaktywowałem tę stronę. Kiedyś napisałem tam jeden czy dwa teksty. Potem Maciek Miłosz, który założył Piłkarskie Bałkany ze względu na naukę zaprzestał pracy nad profilem. Postanowiłem przejąć „dowództwo”. Działamy jednak wspólnie, dołączyli do nas pasjonaci Bałkanów z różnych części Polski, Mateusz Kasprzyk z którym nagraliśmy kilka podcastów czy udaliśmy się na wyjazd Sutjeski Nikszić na Słowacji. Jest trójka chłopaków z serbistyki i kroatystyki z Poznania. Jest Sławek, nasz ekspert od Bułgarii. Też są chłopcy zajmujący się Grecją i Czarnogórą. Tematyka, którą się zajmujemy jest bardzo obszerna i jest co robić. Fajnie, że coraz częściej jesteśmy zauważalni przez inne media i dziennikarzy. Jednak w moim odczuciu to jeszcze nie jest to! Ale obiecuję, że jeszcze nie raz Was zaskoczymy i mam nadzieję, że pozytywnie.

 Rozumiem, że posługujesz się językiem Serbskim?

Tak.

Wielokrotnie byłeś na derbach Belgradu. Opowiedz o tym.

I teraz nie wiem czy mam mówić prawdę czy jednak trochę zniechęcić tutaj czytelników, bo potem wszyscy przyjadą do Serbii. Belgrad to świetne miasto! Pod każdym względem i może znalazłbym jakieś słabe punkty, ale nawet nie chce ich szukać. Ktoś powie, że to obskurne miasto, nic ciekawego, same bloki. Belgrad i Serbia to jednak coś więcej i to trzeba przeżyć, poczuć. Może mi ze znajomością trochę łatwiej przekroczyć tę barierę. A derby Belgradu trzeba przeżyć. Od gonitw i bijatyk po ulicach po biegającego psa na trybunie czy picie rakiji przemycanej przez lokalnych niczym nasze małpki. Sporo osób z Polski już było na tych spotkaniach, a chce jechać jeszcze więcej.  Nie chcę też popadać w jakąś hipokryzję, ale zauważam, że niektórzy traktują to jak wycieczkę do lunaparku.  Jedno jest pewne – tym meczem żyją wszyscy, od kelnera w małej kawiarni po elity. To się czuje. Ile derbów tyle historii, fajnie że udało się też kilku osobom pomóc przy takich derbach. Ba, już teraz codziennie otrzymujemy po kilka zapytań „co, jak,gdzie?” a przecież jeszcze kilkanaście dni do derbów.

Z Bałkańskich pojedynków to jeszcze warto wspomnieć o derbach Sarajewa, na których też byłeś.

Dla mnie to derby z największym potencjałem. Jeśli byłby komplet na stadionie olimpijskim to atmosfera zapewniam byłaby lepsza niż w Belgradzie. Sarajevo cudowne miasto turystycznie, orient w środku Europy. Piłkarsko chyba najbardziej przewidywalne, bodaj na 20 ostatnich spotkań  12 kończyło się remisem. Ostatnie derby były szalone, ale to jakiś chyba wypadek przy pracy. Ciekawie jest wiadomo i w Chorwacji czy Grecji! Hajduk czy PAOK to kibicowsko niesamowicie mocne marki. Na pierwszym meczu na Hajduku nie wiedziałem co się dzieje. 30 tysięcy ludzi, stadion dosłownie cały się trząsł. To chyba jest najlepsze w tym wszystkim

 Mówisz o wspaniałej atmosferze na meczach na Bałkanach i niezwykłej fascynacji futbolem w tym regionie a czy w takim razie bilety są trudno dostępne? Stadiony są zarezerwowane głównie dla karnetowców?

Czy trudno dostępne to raczej nie, wszystko to kwestia dobrego zaplanowania, ale czasem się nie da wszystkiego przewidzieć. Na pierwszych derbach Belgradu wchodziłem „na hasło” na konkretnej bramce, u konkretnego stewarda. Wtedy to był szok, ale wiem że na Bałkanach wszystko jest możliwe. W Sarajewie gdyby stadion Olimpijski był wypełniony w komplecie byłaby większa petarda niż w Serbii, ale to takie gdybanie. Z wyjazdów naszych „redakcyjnych” z Piłkarskich Bałkanów to Mateusz rzeczywiście miał problem z wejściem na wyprzedany mecz PAOK – Olympiakos. I przez płot skakał jak reszta kibiców, żeby wejść na stadion. No i rok temu na Zveździe było praktycznie niemożliwe kupić bilety. Mi udało się tylko 2 nabyć. W tym roku ceny były tak wysokie, że odpuściłem temat. Ogólnie na Bałkanach jest problem z frekwencją, najlepiej sprzedają się topowe mecze, ale za wesoło na pozostałych spotkaniach nie jest.

Licencjat pisałeś o grupach kibicowskich.

O piosenkach kibicowskich wśród Bałkańskich kibiców. Na pewno są bardziej melodyjne, śpiewne niż  nasze w Polsce. Ogólnie muzyka na południu jest bardzo ważna, każdy zna piosenki czy starzy czy młodzi. Zobaczcie jak wyglądają koncerty w Serbii czy Chorwacji, tłumy i ludzie śpiewają. Restauracja, muzyka na żywo w większości lokali czy na ulicach, a potem przenoszą to na stadiony. U nas nie wygląda to aż tak.

Czy z podróży przywozisz jakieś pamiątki?

Staram się, zazwyczaj szaliki. Wiszą na ścianie, a te które się nie mieszczą to w kartonach są. Mam też kilka koszulek. No i magnesiki na lodówkę.

 Jeździsz sam czy większą grupą?

Tu też nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Bywały wyjazdy, że jeździłem sam. Nikt się chyba nie obrazi, ale wtedy tak na luzie można zrobić co się chce, iść gdzie się chce itd. A w grupie to zawsze weselej, czasem taka pomoc też się przydaje.

 Jakie miejsce z pewnością powinien odwiedzić każdy groundhopper (must see)?

Zażartowałbym, że monopolowy, co stereotypowo pasowałoby do 99%  grupy stadionowych turystów. Odpowiedzią, którą pewnie znacie wg mnie powinien być wspominany Belgrad, ale wyżej na liście jest Buenos Aires, o którym marzy chyba każdy z nas. Ale jakie miejsce powinien odwiedzić każdy groundhopper? Każdy niech sam sobie odpowie gdzie chciałby jechać i co zobaczyć. Mi bardzo pasuje atmosfera na meczach w Niemczech. A tak to uważam, że każdy powinien zobaczyć mecz taki z topu czy to piłkarskiego czy kibicowskiego, oprócz Ligi Mistrzów (3 spotkania) do takich spotkań zaliczę na pewno derby Mediolanu rok temu. Także San Siro też udało się zaliczyć. Wtedy w 5 próbowaliśmy kupić przez internet bilety i się udało.

Jaki mecz w swojej „kolekcji” uważasz za najcenniejszy i dlaczego?

Najcenniejszego nie mam, ale było kilka ciekawych. A nie! Wyjazd do Mołdawii na mecz Górnika z Zarią Balti. Wtedy byłem w Estonii u znajomego, ogarnąłem jakieś połączenie, kilka godzin na lotniskach i doleciałem do Kiszyniowa. I chociaż to była pierwsza runda eliminacji to spełniło się jedno z moich marzeń. Górnik zagrał w Europie!
Kibicowskim TOP-em były mecze Czerwonej Gwiazdy w Lidze Mistrzów. Byłem na meczach z Napoli i PSG. To co się tam działo to coś nie do opisania. Ciary miałem całe 90 minut.

Jaka największa przygoda Ciebie spotkała w czasie wyjazdów na mecze?

Dostałem raz zaproszenie od znajomego z Čelika Zenica. Sama miejscowość bardzo specyficzna, perełka marszałka Tito, dalej tam żyje Jugosławia. Przyjechałem, chłopaki z ekipy zabrali mnie na obiad, kawę i piwko. Potem weszliśmy bocznym wejściem na stadion, poukrywali pirotechnikę, którą potem wykorzystali na meczu. Mieli wtedy rocznicę śmierci jednego z kolegów z grupy, więc było to ważne dla nich by godnie uczcić ten dzień. Wzruszające i poruszające zarazem jak widzisz kilkudziesięciu chłopów, solidnej budowy, którzy płaczą. Ale wracając do mojej obecności tam to mogłem po całym młynie robić spokojnie zdjęcia i nagrywać, bo dali mi szalik, który mogą tylko nosić „najważniejsi” na młynie. Po meczu oczywiście go oddałem. Szkoda, że tak źle się dzieje w tym klubie, bo ci kibice na to nie zasługują.
Liczę, że największa przygoda przede mną.

 Jakie masz najbliższe plany „meczowe”?

Belgrad, ale i inne miejsca na Bałkanch. Może uda się do Kosowa polecieć. Muszę nadrobić relacje z poprzednich wyjazdów, a tego się nazbierało.

Masz jakieś marzenia związane z pasją?

Na ten moment moim marzeniem jest zdrowie moich najbliższych, a wtedy będę mógł ze spokojną głową zająć się wyjazdami na mecze.

 Chciałbym na pewno pojechać na Mistrzostwa Świata, ale to też takie oczywiste mi się wydaje. Pozostańmy chyba jednak przy derbach Buenos Aires jeśli mówimy o groundhopperskich marzeniach.

Do zobaczenia na szlaku!