Stamford Bridge – stadion Chelsea Londyn

W czasie długiej „stadionowej” majówki w Londynie odwiedziłem kilka stadionów natomiast skorzystałem tylko z jednej typowej wycieczki „Tour Stadium” a mianowicie – Chelsea Tour. Jak już pisałem w kilku poprzednich artykułach to teraz jeszcze raz potwierdzam, że jeśli chodzi o zwiedzanie stadionów w Londynie, to można przebierać w ofertach. Niektóre z „tour-ów” są oficjalnie promowane i rekomendowane przez lokalną organizację turystyczną.

Stamford Bridge ma bardzo ciekawą historię i nie tylko związaną z piłką nożną. Obiekt zbudowano w 1877 roku jednak jego pierwszym przeznaczeniem były zawody lekkoatletyczne. Mógł on pomieścić wtedy ok. 100 tys. widzów. Natomiast pierwszy mecz piłkarski rozegrano dopiero w 1905 r. czyli dokładnie wtedy, kiedy powstał klub Chelsea Londyn dzisiejszy właściciel stadionu. Stadion mieści się w dzielnicy Fulham w zachodnim Londynie. Oczywiście możemy kapitalnie dojechać na stadion metrem a dokładniej linią District (zielona) na stację Fulham Brodway. Od stacji metra stadion jest odległy o około 150 metrów ciekawie wkomponowany w osiedle mieszkaniowe. Tak to budują chyba  tylko w Anglii.

Obiekt w chwili obecnej posiada 41 600 miejsc i składa się z czterech trybun:  West Stand, Matthew Harding Stand, East Stand i Shed Stand z czego największa West Stand może pomieścić 13500 widzów. Stadion piłkarski to tylko część dużego kompleksu Chelsea Village w którego skład wchodzą także dwa hotele (widoczne za jedną z trybun), restauracje, centrum konferencyjne a także centrum odnowy biologicznej.

Zwiedzanie stadionu odbywa się codziennie w wyznaczonych godzinach. Nawet jest możliwe w ciągu dnia meczowego. Wtedy cena jest oczywiście wyższa ale i jest więcej do zobaczenia.  Klasyczny tour kosztuje 19£, dzieci do 15 lat 13£. Wchodzimy w godzinach 10-15. Grupa może zawierać aż 40 osób podczas jednej trasy! Są specjalne zniżki dla studentów, „karnetowców” i osób niepełnosprawnych. Można skorzystać także m.in. z Legend Tour z jedną z legend klubu, Platinium Tour dla mniejszych grup z trasą VIP lub zwiedzanie z lunchem w restauracji na terenie klubu. Można też kupić bilet tylko do muzeum klubowego w cenie 9£. Trzeba przyznać, że klub jest znakomicie przygotowany na kibiców niepełnosprawnych. Specjalnie dla nich może zostać przystosowana trasa zwiedzania czy muzeum z asystentem klubowym lub w asyście kogoś z rodziny. Wcześniej taką potrzebę należy zgłosić telefonicznie lub mailowo.

Zanim weszliśmy na stadion (przed wejściem mieliśmy ponad 1godzinę) skorzystaliśmy z wizyty w muzeum, które jest w cenie biletu.  Muzeum bardzo skromne. Trochę większe niż to na stadionie Legii, natomiast ja osobiście spodziewałem się czegoś większego. Takie, bym powiedział, zwiedzanie „na przeczekanie”. W 30 minut bez problemu wszystko obejrzymy. Niemniej jednak warto obejrzeć wystawę. Nie tylko związaną z historią Chelsea ale także samego Stamford Bridge. Na środku jednej z sal wystawiona jest makieta nowego stadionu którego budowa ma ruszyć niebawem. Ciekawa była galeria z koszulkami drużyny a każda z innym sponsorem technicznym. W sali kinowej do obejrzenia mieliśmy fragmenty najważniejszych meczy z ostatnich lat.

Zaczynamy wycieczkę na poziomie 0 przy kioskach gastronomicznych. Dwóch przewodników nam się przedstawia i przekazuje jakie zasady panują podczas zwiedzania. Już widać, że będzie ciekawie. Mają pozytywne nastawienie do ludzi  i duże poczucie humoru. Pierwszym przystankiem była trybuna Matthew Harding Stand. Trzeba powiedzieć, że jest ciasno. Nie jest to nowoczesne budownictwo natomiast wszystko widać doskonale. Jeszcze uporczywie padający deszcz dodaje klimatu temu miejscu.  Z tej trybuny dobrze widać hotele, które są za stadionem, częsty obrazek z transmisji z tego stadionu. Na bandach na trybunach rozwieszone są flagi i transparenty fan clubów z wielu krajów na świecie – Izrael, Indie, Polska, Szkocja czy Irlandia. Stadion jest tak skonstruowany by nawet mała grupka osób była słyszalna po drugiej stronie obiektu.

Schodzimy w stronę sali konferencyjnej. Możemy jednocześnie zauważyć, że pierwsze rzędy trybun są praktycznie poniżej poziomu murawy. Ciężko jest coś obejrzeć z tego poziomu. W tym miejscu można siedzieć tylko dla atmosfery. Sala konferencyjna jest malutka ale za to bardzo pojemna. Podobno w czasie meczów z Barceloną potrafiło się tam zmieścić ponad 300 osób. Do tego na końcu sali mamy bar. Trochę klaustrofobiczne miejsce ale spełniające swoje zadanie. Do tej pory chyba największe wrażenie na mnie zrobiła sala konferencyjna ze stadionu we Wrocławiu przypominająca salę kinową. Przewodnicy zabawili się w piłkarzy a z sali można było zadawać pytania. I tradycyjnie była długa sesja fotograficzna przy stole konferencyjnym. Ja sobie po raz kolejny odpuściłem. Za duża kolejka. Bezpośrednio z sali konferencyjnej przechodzimy do szatni gości i gospodarzy. Oczywiście dla gości dużo mniejsza natomiast ciekawie urządzona.

Szatnia Chelsea bardzo duża. Jest w niej kilka pomieszczeń, mała kuchnia, gabinet zabiegowy, toalety i prysznice oraz wielki pokój z szafkami zawodników gdzie są prowadzone odprawy. Na każdej z szafek są powieszone koszulki danego zawodnika, do którego dana szafka należy.  Przy okazji mogliśmy zajrzeć do jednej z szafek i zobaczyć jak mają być posegregowane przedmioty na danej półce; buty, pieniądze (jest sejf!), bielizna czy kurtka. Przewodnik w czasie tej sesji opowiadał nam jak klub dba o atmosferę w drużynie i jak najlepszą komunikację. Mianowicie w „The Blues” panuje zasada, że każdy obcokrajowiec ma obowiązek(!) uczyć się języka angielskiego. Tak, aby nie było nieporozumień między nim a trenerem i resztą drużyny. Nawet jeśli klub miałby szkolenie sfinansować. Ostatnim punktem wycieczki jest wyjście na trybunę… obok sektora gości. Sektor gości ma ok. 3000 tys. miejsc.

I w tym miejscu kończymy wycieczkę. Dla chętnych jest oczywiście sklep. Bardzo duży, dwupiętrowy megastore robi wrażenie. Możemy kupić tam wszystko od bielizny przez tradycyjne szaliki aż po smoczki dla niemowląt w barwach klubowych. Ceny nie są wygórowane. A że byliśmy tam przed mundialem w Rosji to dodatkowo mogliśmy zakupić specjalną mundialową kolekcję ubrań reprezentacji Anglii. Nie wiem jak jest podczas meczów, ale myślę, że nie będzie kolejek do kas ponieważ ich jest chyba 15. Z pewnością można tam stracić majątek. Tuż obok na stadionie jest bardzo fajna knajpka gdzie możemy napić się piwa czy też zjeść lokalne specjały na obiad.

Podsumowując, to mam mieszane uczucia co do całej wycieczki. Zabrakło mi przede wszystkim wizyty w lożach „vipowskich” i w klubie biznesowym. Patrząc na to, że Roman Abramowicz jest właścicielem klubu, to z pewnością byłoby na co popatrzeć. Mocno mnie zdziwił fakt, że zabrakło tego w programie wycieczki. Wszystko poszło trochę za szybko, całość wycieczki to ok. 65 minut (nie licząc wizyty w muzeum). Myślę, że na tak duży obiekt to jeszcze dużo innych miejsc i rzeczy  można by zobaczyć. Na plus na pewno należy zapisać opiekę przewodników. Znakomicie przygotowani do pracy, szybko skracają dystans do zwiedzających. Natomiast jeśli ktoś nie zna angielskiego to będzie miał problem ponieważ wycieczki są prowadzone tylko w tym języku. Przy kasach sprawna obsługa i nie było żadnych kolejek.  Grupy są bardzo duże, prawie 30-osobowe. Trzeba naprawdę dotrzymywać jej kroku by nadążyć. Tempo czasem bywało duże. Tour otrzymał certyfikat jakości TripAdvisor. Ja bym chyba nie przyznał…. natomiast wycieczkę mogę polecić wszystkim Fanom Chelsea i nie tylko.